Budżet domowy, czyli jak jeść żeby go nie przejeść

Pieniądze w naszym kraju nadal są tematem tabu. Nikt nie mówi ile zarabia, na co wydaje, jakie ma kredyty czy pożyczki. Nie nam rozprawiać czy jest to wadą czy zaletą. Za to wiemy co zrobić, żeby nie musieć mierzyć się z sytuacją w której musimy rezygnować z wymarzonych zakupów bo w portfelu pustka.

Co raz częściej słyszymy o budżecie domowym i sprawnym zarządzaniu pieniędzmi z naszych domowych przychodów. Wiele osób potakuje głową, uznając że to już faktycznie czas się za to zabrać, ale na tym kończy proces zarządzania domowym budżetem. Dlaczego? A bo to trudne, a bo czasochłonne, a bo wolę nie wiedzieć ile mam, albo co gorsza ile nie mam. Życie na debecie to w końcu nie taka rzadkość. Jednak diabeł nie taki straszny jak go malują. Wystarczy stawiać sobie małe cele i zadania i dopiero z czasem tworzyć skomplikowane analizy i strategie zarządzania naszymi funduszami.

To co to jest ten budżet domowy?

To nic innego jak pieniądze które wpływają na nasze konta oraz należności i wydatki jakie ponosimy z tytuły prowadzenia gospodarstwa domowego, czyli naszego domu.

Najczęściej po stronie przychodów wpisywać będziemy: pensje, emerytury, renty, stypendia. Ale zdarzyć się może, że pojawią się tam np. wpływy z tytułu spadku, darowizny czy też pożyczki. To co musimy zapamiętać, to że jest to nasz budżet, jakim dysponujemy i jakiego nie powinniśmy przekroczyć w ramach danego okresu. Okres najlepiej dopasować do cyklu w jakim w naszym budżecie pojawiają się środki tj. pieniądze. I tak najczęściej jest to okres miesięczny z racji tego że w Polsce głównym modelem wypłaty wynagrodzenia tj. pensji, renty czy emerytury jest miesiąc. Podobnie jest zresztą po stronie spłat jakie na pewno będą gościć w naszych budżetach, np. pożyczki, kredyty, raty leasingu czy tak codzienne rachunki domowe.

A zatem wiemy już czym jest przychód w naszym budżecie oraz w jakim okresie będziemy rozliczać nasz budżet domowy. To teraz czas na tą mniej przyjemną część, czyli koszty. Czym są koszty w naszym budżecie domowym? Ano niczym innym jak naszymi wydatkami: czynsz, czesne za szkołę, rachunki za prąd, wodę czy ogrzewanie, raty kredytu, pożyczki, hipoteki czy leasingu, a także codzienne zakupy. Wszystko to wpływa na zmniejszenie naszego budżetu, czasami niestety aż poniżej zera. Ale co robić gdy w budżecie domowym za mało przychodu, to przy innej okazji.

Od czego zacząć?

Od małych kroków! Nie myślmy o skomplikowanych analizach, wykresach czy przerośniętych plikach w arkuszach kalkulacyjnych. Zacznijmy od czegoś prostego. Na początek warto podzielić wydatki miesięczne na te które są stałe i niezmienne jak np. czynsz, rata za mieszkanie, rachunek za prąd czy wodę. Wyliczmy ile nas te „obowiązkowe przyjemności” kosztują i odliczmy taką kwotę od naszego budżetu na wydatki. Potem podzielmy to co zostanie na wydatki „konieczne”, przyjemności i oszczędzanie. Wiem, wiem, teraz powiecie „Jakie przyjemności, jakie oszczędzanie?”. Na początku zawsze tak jest, za mało, brakuje, rodzi się frustracja i złość. Nawet do patrzenia w takie rozpiski trzeba przywyknąć. Mi zajęło to kilka miesięcy. Z czasem jest łatwiej, ba, nawet staje się to rodzajem uspokajacza kiedy wiemy ile na co wydajemy.

Im dalej w las…

Tym lepiej i łatwiej. Na rynku są dziesiątki aplikacji które pomagają w zarządzaniu domowym budżetem i stanem konta. Same banki oferują takie funkcjonalności w dostępach online do produktów finansowych. Dla prawdziwych pasjonatów tematu jest jak zawsze nieśmiertelny Excel, który jako arkusz kalkulacyjny daje nieskończone możliwości kategoryzowania wydatków i przychodów, tworzenia wykresów, badania sezonowości oraz finalnego wyliczania naszego domowego kapitału, jakim przyszło nam zarządzać.

Najważniejsze to jednak wybrać taki środek kontroli nad naszymi domowymi wydatkami, który będzie dla nas przyjemny, łatwy i faktycznie pozwoli na kontrolę. Należy pamiętać że małymi kroczkami, drobnymi celami, łatwiej zacząć. A najważniejsze to zacząć racjonalnie prowadzić swój domowy budżet.